Każdego nastęnego dnia, razem z Wikuś, nie mogłyśy sie ruszyć bez obstawy, czyli chłopaków. To było dość denerwujące, ale nic nie mówiłyśmy, bo i tak by nas nie posłuchali, bo robią to dla"naszego bezpieczeństwa".
Rano obudził mnie dźwięk telefonu. Byłam zbyt zmęczona, żeby wstać i odebrać. Ktoś zrobił to za mnie. Było słychać jak Lou powtarza "aha... dobrze.... przekaże...." Gdy sie rozłączył od razu wbiegł od nas do pokoju.
-Mam genialne wieści!-wykrzyczał
-Przestań sie drzeć-mruknął Zayn, któy właśnie sie obudził
Usiadł obok mnie i czekaliśmy na dalszą część.
-To co to za wieści, że musisz nas budzić-zerknęłam na zegarek- o 6?
-Dzwonili z policji. Złapali tego kolesia, któy na ciebie napadł, a on sie przyznał. Posiedzi sobie z conajmniej 25 lat.
Momentalnie wyskoczyłam z łóżka i zaczełam swój taniec radości. Pobiegłam powiedzieć to Wik. Ona zamiast spać, co zwykle robiła o tej porze, lizała sie z Niallem, a na dodatek była bez bluzki. Nie zauważyli, że weszłam do pokoju, więc musiałam zwrócić na siebie uwage.
-Wy już śwętujecie dobre wieści?
Na dźwięk mojego głosu oderwali sie od siebie, a moja przyjaciółka zrobiła sie czerwona i spóściła wzrok.
-Co sie stało?-spytał blondasek-Tylko szybko.
-Rozumiem, mi też sie spieszy. Przyszłąm tu bo........-dramatyczne napięcie
-Gadaj!!!!-zniecierpliwiła sie
-Złapali tego kolesia, który mnie napadł i mamy spokój.
Jej reakcja była taka sama jak moja. Ciesząc sie razem ze mua i wypchnęła mnie z pokoju, a drzwi zamknełą na klucz. Szczęśliwa wróciłam do pokoju i pociągnełam Malika w strone łóżka. Położył sie i przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam mu na biodrach. Bawiąc sie sznurkiem od moich spodenek, zapytał:
-To co teraz robimy???
Spojarzałam w jego oczy i uśmiechnełam sie.
*oczami Wiktorii*
O 10 poszliśy na śniadanie. Ilekroć patrzyłam na Kinge, ta zaczynała sie śmiać razem ze mną. Chciałam ją zatłuc za to wparowanie do naszego pokoju rano. Na pewno bedzie chciała o tym pogadać. Porozumiewałyśy sie bez słów i czytająć mi w myślach powiedziała:
-Skoro jesteśmy bezpieczne, to nie potrzbujemy ochrony. Brak waszej obstawy to babski wieczór!!!
Chcieli zaprotestować, ale odezwałam sie:
-Żadnych sprzeciwów. W tym momencie macie cały dzień dla siebie. Idźcie na mecz, do klubu. Byle bez wyrywania panienek.
Ostatnie zdanie wypowiedziałyśy równo. Poszłyśmy nsie szykować do wyjścia. Po 15 minutach poszłam po Kin i poszłyśmy na zakupy. Przy przeglądaniu ciuchów w sklepie powiedziała:
-To co dzisiaj rano widziałąm to naprawde sie wydarzyło?
-Naprawde, tylko nie praw mi kazań, jak ja tobie. I koniec z kazaniami na ten temat.
Zaczełą sie śmiać z mojego rozumowania, a ja udałam obrażoną. Gdy mnie przytulała na przeprosiny, zadzwonił mój telefon.
-Niall-mruknełam-Ciekawe czego chce?
Odebrałąm.
-Nic wam nie jest?-jaki opiekuńczy
-Dowidzenia.-rozłączyłam sie-A do ciebie twój skarb nie dzwoni?
-Dzwoni-zerkneła na wyświetlacz- Tylko że dla mua babski dzień oznacza tylko my dwie. Wycisz fona i masz spokój.
Kinga wyciągneła ze stojaka czarną sukienke w plamy po farbie. Ja jej dałąm jaskrawo pomarańczową kiecke z dziurawymi rękawami. Poszłyśmy je przymierzyć.
-Gotowa?-spytała moja przyjaciółka
-Jasne, na trzy. Raz, dwa, trzy!
Róno wyszłyśmy z przymierzalni i odwróciłyśmy sie w strone lustra. Musze stwierdzić, że wyglądałyśmy bosko. Za nami stali jacyś bardzo przystojni faceci.
-No, powiem wam dziewczyny, że wyglądacie ekstra-powiedział jeden z nich- Szczególnie ty, blond bogini.-patrzył na Kin
-Mów co chcesz-odezwał sie drugi-Zielonooka ty jesteś modelką, prawda?
Zaczełyśmy sie śmiać, a oni nie kapowali dlaczego. Po uspokojeniu sie powiedziałam:
-Jesteście uroczy, ale ona ma już faceta.
-Ty też-odezwała sie- A poza tym my jesteśmy tu tylko tydzień, bo nasi faceci mają koncert.
-Usuwamy sie z drogi-powiedział ten, któy do mnie zazrywał
Pożegnali sie i poszli. Obiecałyśmy nie wspominać o tym bez powodu blondaskowi i mulatowi, bo zrobiliby awanture. Poszłyśmy do kasy i chciałyśmy zapłacić, ale kasjerka nas poinformowała, żę tamta dwójka za nas zapłaciła. Zdziwione poszłyśmy do Starbucksa na macchiatto.
-To gdzie teraz idziemy?-spytałą Kin, gdy wypiła kawe
-Po buty do nowych nabytków, a później sie zobaczy.
I tak zrobiłyśmy. Długo nie szukałyśmy, bo idealne buty dla nas stały na wystawie. Pochodziłyśmy po mieście i poszłyśy do apartamentu. W środku nikogo nie było.
-To co, skoro ich nie ma to idziemy do klubu na dole?-zaproponaowałam
Zgodziłą sie i przebrałyśy sie i poszłyśmy na dół. W klubie było dość tłoczno, ale nam to nie przeszkadzało. Wypatrzyłyśmy chłopkaów przy barze, wiec sie tam dostałyśmy. Barmanki sie do nich przystawiały.
-A wy często tu przychodzicie?
-My tu tylko przejazdem-powiedział Nialler
-To może pokazać wam okolice?
-Dzieki, poradzimy sobie-odezwał sie mulat-Jedyne co możecie zrobić to jeszcze nam po drinku.
Z miny mojej przyjaciółki nie mogłam nic wywnoskować. Długo nie wytrzyma udawania, że jej tu nie ma. Dla mnie to było przkomiczne.
*oczami Kingi*
Musiałam przerwać to podlizywanie sie tej panny do mojego chłopaka. Jak gdyby nigdy nic usiadłąm obok niego i spytałam:
-Mi też coś zamóiłeś?
Pocałował mnie na powitanie i podsunął mojito.
-Jak długo tu stałaś?
-Wystarczająco,żeby zobaczyć jak ci na mnie zależy.
Kątem oka zerknełąm na barmanke, która teraz mierzyła mnie wzrokiem. Darowałąm sobie dzisiaj komentarz.
-Teraz wiem, że możmey was częściej zostawiać samych.
-Lepiej nie-złapał mnie za reke-Za bardzo sie martwiłem.
Poszliśmy na parkiet, podobnie jak reszta. O 2 zauważyłam że brakuje tu Wik i jej żarłoka. Dwie godziny później zaczeły mnie boleć nogi i zasypiałam, wiec wróciliśmy do góry. Pozostałą trójka dalej sie bawiła. Poszłąm sie wyprać i przebrać w coś wygodnego. Wskoczyłam do łóżka i czewkałąm aż Zayn do mnie dołączy.
-Nowa sukienka?-spytał, patrząc na torby
-Tak i do od jakiś chłopaków-dziwnie na mnie popatrzał- Nie martw sie, spławiłąm go. Jak m i nie wierzysz to spytaj Wikuś.
-Skoro ty mi ufasz, to ja tobie też.
Położył sie obok, a ja położyłam głowe na jego klacie.
-Dobranoc Zayn.
-Dobranoc kochanie.
Pocałował mnie w czoło i mocno do siebie przytulił, a ja zasnęłam w jego objęciach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz